Szaleństwo na ostatnia chwilę. Tak można w skrócie powiedzieć o tym jak wyglądały moje przygotowania do ślubu. Remont mojej sali trwał do niemal… samego wesela!

 Podziwiam Panny Młode, które dopinają wszystko na ostatni guzik, ja po prostu nie miałam na to czasu. Na dodatek jedna moja cecha charakteru utrudniła mi te przygotowania. Mianowicie… „Ja wszystko zrobię sama”. Postanowiłam zrobić własną salę weselną. To nie wszystko, poszłam o krok dalej. Zaryzykowałam nie wynajmując do tego żadnych ekip. Najdurniejsze co mogłam wymyślić! Miałam ambitne plany przygotować salę (kapitalny remont w wykonaniu Taty) w dwa miesiące, suknie uszyć z Mamą, zrobić dekoracje DIY, zatrudnić ekipy, przygotować własny tort ślubny itp. Pomyślałam, Plan runął z hukiem gdy okazało się, że odrobinę czasu pomiędzy pracą znalazłam… Trzy tygodnie przed ślubem. Wtedy ruszył remont. Kolejnym problemem okazał się charakter Taty. Mój Tata też musi wszystko sam 🙂 Genów nie oszukasz, tym sposobem remont zakończył się na jakieś 4 godziny przed ślubem. Mam wspaniałych przyjaciół i rodzinę, którzy również wkroczyli do akcji w odpowiednim momencie. O tym może napiszę w kolejnych odcinkach „Moje szalone wesele”.
Wróćmy jednak do dekoracji.
Zależało nam na klimacie wesela w stylu biesiady z eleganckim sznytem. Nie mogłam znaleźć odpowiednich stołów i krzeseł, więc… Postanowiliśmy zrobić je z Tatą sami. Oczywiście „ja” wspierałam mentalnie. I dokładałam pomysłów. Krzesła nie do końca mi pasowały wizualnie, dlatego zdecydowaliśmy się na ławki. I tu z ratunkiem pojawili się Drużbowie mojego Męża. Bali się (słusznie), że nie wyrobimy się w tym szalonym czasie i zajęli się składaniem ławek, stołów i… cieknącym dachem. Pech chciał, że budowlańcy nie dopieścili dachu… I silne ulewy zalały nam salę.
Pogoda wrześniowa chciała spłatać mi figla, przecież zaplanowałam ślub w plenerze. Cała rodzina i przyjaciele trzymali kciuki za brak deszczu. Nie zapowiadało się jednak różowo…
Rozgońmy na chwilę czarne chmury i wróćmy do tych ambitnych planów wykonania dekoracji DIY. Gdy w końcu zdałam sobie sprawę, że to jedna z rzeczy, którą ni cholery nie dam rady zrobić… Patrzyłam na pustą salę i się załamałam. W ostatniej chwili pojawiła się moja Wybawczyni.

green place toruń

Magdalena Rutkowska Mistrzyni Florystyki i wybawicielka z tarapatów. W ostatniej chwili uratowała estetykę naszego wesela oraz ślubu. Wyobraźcie sobie Pannę Młodą, która nie zna się na kwiatach, ma jakąś wizję i nie potrafi zbyt jej ubrać w słowa. Magda mnie wysłuchała (dziękuję, za cierpliwość), porozmawiała i to wystarczyło.
Wiedziałam, że Magda czyni cuda, niczego mi nie narzucała, wiedziała czego nie lubię, a na czym mi zależy. Naprawdę, rzadko spotykam się z ludźmi, którzy potrafią słuchać i dopasować coś do kogoś, a nie odwrotnie. Pokazała mi również na co mam zwrócić uwagę, takich rad nie wyczyta się w internecie- tu potrzeba fachowca od lat w branży.

ewokracja

mPS_DSC_1752

mPS_DSC_1805
Pamiętam gdy razem z moja Druhną Sylwią, weszłyśmy do udekorowanej sali. Obie nas zatkało! A to było jeszcze przed zainstalowaniem dekoracji światłem. Najlepsze zdjęcia nie pokażą urody tych dekoracji!
Kwiaty i świece- podstawa naszych stołów. Zrezygnowaliśmy z obrusów i tac z przystawkami na stołach. Dania prócz szwedzkiego stołu były serwowane. Wszystkie napoje serwowane były w szklanych butelkach bez etykiet. Główną „popitką” była oranżada z Kąkolewnicy, po którą pojechałam osobiście kilkaset kilometrów. Uważam, że etykiety, plastikowe butelki i opakowania z sokami źle wyglądają na stołach weselnych. Prostym rozwiązaniem jest zakup szklanych napojów i wrzucenie butelek do wody- etykiety same szybko schodzą. Podstawki pod świece to plastry buka, drewno podkradłam z własnej Wędzarni 🙂
Zdjęcia sali przed dodaniem dekoracji światłem.

PS_DSC_8143

mPS_DSC_1783

PS_DSC_8146

mPS_DSC_1810

mPS_DSC_1799

ewokracja
Ceremonia odbyła się w lesie, nad jeziorem- niedaleko od miejsca gdzie poznałam swojego Męża. Nadleśnictwo udzieliło mi zgody, z czego jestem bardzo wdzięczna.
Las jest piękny sam w sobie, chciałam by dekoracje nie kłóciły się z leśnym klimatem. Z drugiej strony marzyłam by było bardzo romantycznie. Zostawiłam wszystko w rękach Magdy, wiedziałam, że będzie piękniej niż sobie to wyobraziłam.
ewokracja
mPS_DSC_1686
mPS_DSC_1682

ewa zakrzewska

Kochane przyszłe Panny Młode, moja rada dla Was. Uważam, że dekoracje kwiatowe wprowadzają magiczny klimat. Warto zwrócić na to dużą uwagę. Nie istotnie czy robisz wesele w stylu glamour czy rustykalnym. Profesjonalista najskromniejszą salę przemieni w niezwykłe miejsce.
O bukiecie moim i druhen (również w wykonaniu Green Place), sukniach, drewnianych obrączkach i przygodach związanych ze ślubem napiszę w kolejnych postach.

O dekoracje kwiatowe, spokój mojego ducha i koordynację wesela zadbała Magdalena Rutkowska, właścicielka kwiaciarni Green Place z Torunia.
Dziękuje Ci Magdo za uratowanie mnie z opresji. Nie sądziłam, że może być tak pięknie. Goście do dziś wspominają Twoje piękne kwiatowe dzieła
Zdjęcia ArtCharlotte Karolina Prusińska i Andrzej Bryśkiewicz
Ślubu udzielał Artur Wrochna- Burmistrz naszego pięknego Olsztynka