Od niedawna przyznaję się do bulimii, a robię to tylko po to by przestrzec innych. Wcześniej nie przyjmowałam do wiadomości, że jestem bulimiczką. A jestem nią od 13 roku życia.

Czasy szkolne, początek

Pierwsza klasa gimnazjum, nowa szkoła i pierwsze schody. Moja pewność siebie spadała na łeb na szyję. Doprowadziłam się do stanu gdy uważałam się za najgłupszą w klasie, najbrzydszą, najbiedniejszą i najgorszą we wszystkim. I oczywiście najgrubszą. Do szkoły chodziłam zawsze bez kanapek. Nadrabiałam w domu, lub napchałam się bułami ze sklepiku. Miałam momenty, przychodziły znienacka, gdy stawałam się niewyobrażalnie głodna. Ale to co się działo po jedzeniu było znacznie gorsze. Obwiniałam się za to co zjadłam, czułam się jeszcze gorzej, bardzo źle o sobie myślałam. Wyrzuty sumienia doprowadzały mnie do naprzemiennych wymiotów, głodówek i „terapii” lekami typu Bisakodyl. Byłam nieszczęśliwa, głodna, nażarta, zestresowana, zmęczona, odwodniona, miałam wahania wagi- jo-jo. Chciałam umrzeć.
Gówniara 13 lat, chciała umrzeć. Jestem dorosła, ale nadal pamiętam skąd brały się te myśli. Z chęcią sprałabym tą dziewuchę i postawiła do pionu. Cóż za problemy ma dziecko, które żyć na dobre jeszcze nie zaczęło.
W szkole, w której wtedy byłam nikt mi nie dokuczał. Jedyną osobą, która mi wtedy dokuczała byłam ja sama. Wszystko działo się w mojej głowie, problemy narastały, a ja nie umiałam sobie z tym radzić. Stresowała mnie szkoła i stresował dom. Nigdzie nie czułam się spokojna. Wszędzie za to potrafiłam czuć się głodna. Rodzice nie do końca widzieli co się dzieje, dawałam jakieś sygnały dzięki, którym trafiłam do psychologa. Całe kilka razy, sama nie chciałam chodzić do niego, a nikt mnie nie zmuszał, psycholog nie nalegał. Kontynuowałam za to terapię środkami przeczyszczającymi. Rewelacyjnie rozpieprzyłam organizm. W swoim życiu „przewaliłam” w jedną i drugą stronę około 400kg! Niemożliwe? W wieku nastoletnim większość z nich.  Wydaje Ci się, że wiesz co się u Twojego dziecka dzieje? Mam nadzieję, że masz tę pewność. Bo ono za Twoimi plecami może robić dokładnie taką samą destrukcję jak ja sobie robiłam.

Ja mam 20 lat…

ewawkuchni_post-3-683x1024

Skoro nastoletnią Ewę poznaliście, teraz poznajcie nieco starszą.
Ewa dojrzewa, więc metody samodestrukcji robią się coraz bardziej wyrafinowane, a napady głodu częstsze. Rosły z każdym stresem, ale ja miałam sposoby na uciszenie kaca moralnego. Głodówki, Dukan, Kwaśniewski, diety „godzinne”, catering 1000 kcal. Diety białkowej nie wytrzymały moje nerki, głodówki szły mi nadzwyczaj łatwo, 10 dni bez jedzenia nie robiło na mnie wrażenia. W akcie desperacji zamówiłam kiedyś catering na wieś. Tak, zanim diety pudełkowe stały się modne, Ewa już sobie ją przetestowała w najbardziej reżimowej obniżce kalorii. Ponad 8 lat temu schudłam na diecie pudełkowej prawie 20 kilo i masę pieniędzy. Spokojnie, odzyskałam z górką! Przytyłam 35 kilogramów. Pieniądze niestety nie wróciły. Ale wrócił rozum. Po latach katowania metabolizmu, odwadniania, niszczenia wątroby i nerek nastał spokój.
Od kilku lat pracuję nad sobą i swoją samooceną. Zrobiłam siedmiomilowy krok! Jeszcze kilka lat temu czułam do siebie wielką niechęć, wręcz pogardę. Dziś tych uczuć nie ma, zbudowałam na nowo wiarę w samą siebie. W ramach „terapii” podejmowałam się wyzwań, które uznawałam za niewykonalne lub za daleko wychodzące poza strefę mojego komfortu. Podnosiłam poprzeczkę by zrozumieć, że umiem, mogę i chcę się rozwijać. Lubię siebie, co nie oznacza, że akceptuję swoje wady i wmawiam sobie do nich miłość. Nie! Jestem świadoma własnych wad i zalet. Nad pierwszymi pracuję, drugie podkreślam i jestem z nich dumna.

ewawkuchni_post-5-683x1024

Udawałam

Nie chciałam tego. Zaburzenia odżywiania nie są niczym fajnym. Sama przez kilkanaście lat udawałam przed sobą i innymi, że nie mam problemu. Zwalałam wszystko na lenistwo, obżarstwo i geny. Nie obnosiłam się ze swoimi głodówkami i dietami jak świeżo upieczony wegetarianin czy „bezglutenowiec” ze swoim nowym stylem odżywiania.  Nie odstawiałam popisówki gdy żyłam tylko na wodzie. Mało kto wiedział, że mam problem. Sama nie sądziłam, że dzieje się coś niepokojącego. Jedyne co widziałam to tłustą, brzydką krowę w lustrze.
Zdania o sobie dobrego nie miałam, z takimi opiniami się kiedyś spotkałam, uwierzyłam w nie i sama dopisałam kilka epitetów.
Wstyd mi z powodu nienawiści jaką do siebie miałam. Kto może robić sobie takie rzeczy? Tylko ten, który nie życzy sobie dobrze i nie dba o własne zdrowie. Nie interesowało mnie jak schudnę i jakie będą konsekwencje. Interesował mnie wynik, za wszelką cenę. Zobaczcie dokąd prowadzą nas własne kompleksy.
Do grobu…
Czuję zażenowanie, gdy opowiadam o tym co mnie trapiło. Najbardziej wstydliwe momenty zachowam dla siebie. Pani Bulimia dała mi w kość. Wolałabym puścić ten kilkunastoletni epizod w niepamięć. Ale po co?
Może ten tekst komuś się przyda. Może ktoś z Was jest na takim etapie jak ja kiedyś?

ewawkuchni_post-4-683x1024

Czy wyszłam z bulimii?

Moim zdaniem z bulimią jest trochę ja z hazardem. Niespodziewany impuls może spowodować nawrot. Uważam, że nie mam już tego problemu. Jednak nie jestem na tyle odważna by powiedzieć, że to nigdy nie wróci. Ponad 7 lat pracuję nad poczuciem własnej wartości, długo zajęło mi znalezienie się w tym miejscu. Teraz jestem silna, świadoma i bogatsza w doświadczenia. Wierzę, że wiary we własne możliwości już nikt mi nie podkopie. Dlatego nie boję się Pani Bulimii. Jak zapuka do moich drzwi, nie zamierzam otwierać.
Jeśli masz zaburzenia odżywiania, nie bagatelizuj tego. Znajdź wsparcie, terapeutę, sojuszników. To pomaga, ja niestety starałam się większość czasu zmagać z tym sama.
Jeśli szukasz więcej informacji na temat bulimii, potrzebujesz wsparcia, polecam Ci mój ulubiony blog w tym temacie- Wilczo Głodnej Ani 
Potrzebujesz motywacji do zdrowego, spokojnego odchudzania? Dołącz do Magdy z bloga My Pink Plum i do mnie w naszej wspólnej akcji #ogarniamykilogramy

ewawkuchni-1post-1024x683

Zdjęcia: Weronika Łucjan-Grabowska, stylizacja: Anna Ładny, makijaż: Marta Grzegrzułka, fryzura: Mateusz Mojsak, biżuteria: Lewanowicz, miejsce: Restauracja Der Elefant, produkcja www.superbabkiteam.pl

Żadne zwierze nie ucierpiało podczas sesji. Wyciskałam za to cytryny.