Myślałam, że na wybór wymarzonej sukni mam bardzo dużo czasu…

Myślałam, że czeka mnie najprzyjemniejszy etap przygotowań.
Pierwszy zawód i ostudzenie emocji przyszło mi podczas tegorocznych, styczniowych targów ślubnych.  Czekałam na to wydarzenie specjalnie dla sukien ślubnych, dlatego pierwsze moje kroki powędrowały prosto do ich stoiska. Panie obskakiwały wszystkich zainteresowanych. Zostałam tylko ja, oglądałam suknie i chciałam dowiedzieć się czegoś więcej. Od razu poczułam niechęć, nikt nie chciał do mnie podejść. Stwierdziłam, że skoro specjalnie dla nich tu jestem to sama poproszę o zaangażowanie.
„Dzień dobry, poszukuję sukni dla siebie, czy mają państwo suknie plus size?”
” Nie, nie mamy”
Koniec! Nic więcej! Było bardzo przykro. A co ciekawe marka chwali się swoim podejściem do krągłych kobiet, na ich blogu już w marcu 2015 można było przeczytać:
„Talia, którą można objąć dwiema dłońmi czy krągłości? Zadecydujcie same. My dziś stawiamy na to drugie!”
 Ja uważam, że firma nie musi wybierać co woli, nie musi też kłamać by się przypodobać. Każda kobieta jest warta szacunku oraz pięknej sukni w swój wymarzony dzień. Panie reprezentujące markę na targach najwyraźniej nie lubią kobiet takich jak ja, odczułam to wyraźnie.
To macie czy nie macie suknie plus size, przecież na Waszych stronach jest kolekcja dla większych kobiet? Nie chcę już wnikać, przykre spotkanie z tą marką spowodowało odłożenie poszukiwań na dłuższy czas.
Powróciłam jednak do tematu, w końcu muszę w coś się ubrać na własny ślub. Pomyślałam, że może to przypadek i akurat źle trafiłam. Wzięłam więc kontakt do polecanych warszawskich salonów. Z nadzieją i uśmiechem chwyciłam za telefon w celu umówienia wizyty.
Salon nr 1
Podczas miłej i konkretnej rozmowy z salonem dowiedziałam się, że suknie w salonie dostępne są w razmiarach do 38-40 max. Ale jest możliwość przymiarki małej sukni zapiętej do połowy 😉 Powiedziałam uprzejmej Pani, że chcę tego uniknąć ze względu na to, że wydawanie kilku tysięcy złotych na suknię w ciemno nie jest dla mnie. Zakładając taką suknię (zazwyczaj beza, która wejdzie na biodra ;-))  nie jesteśmy w stanie sprawdzić czy ten krój jest dla nas i czy gorset zapewni wsparcie dla naszych krągłości.  Zostałam zrozumiana.
Salon nr 2 
Miła i szybka rozmowa, salon posiada suknie do rozmiaru 44. Niestety dla mnie to za mało.
Salon nr 3
Pani, która odebrała telefon była bardzo miła, poinformowała mnie, że mają suknie do 46 rozmiaru.
Zaintrygowało mnie to, więc zapytałam o krój syreny. Tak, tak. Interesuje mnie ten krój, są różne wersje, kiedyś mierzyłam suknię tego typu i była tak pięknie skrojona, że moja sylwetka prezentowała się naprawdę nieźle. Niestety tylko A line i królewny 🙂 Ale rozmiary plus size się w tym salonie pojawiły, dobry znak.
Salon nr 5- największy szok, jaki przeżyłam podczas poszukiwań
Byłam bardzo pozytywnie nastawiona do tego salonu, w internecie znalazłam informacje o ich kolekcji plus size. Ale warto się upewnić, dlatego na początku rozmowy:
-„Dzień dobry, dzwonię do państwa, ponieważ chciałam się umówić na wizytę. Mam pytanie, czy mają państwo w salonie suknie plus size?”
-„Dzień dobry, chwileczkę”
I tu wyobraźcie sobie ton podirytowanej pani bufetowej:
„Nie mamy sukni o takiej nazwie!”
-„Mam na myśli duże rozmiary, noszę obecnie rozmiar 48, ale jestem na redukcji i szukam sukni dla siebie. Chciałam przymierzyć kilka modeli, interesuje mnie krój syrena”.
I teraz wyobraźcie sobie wściekłą panią bufetową, gotową wyrzucić gościa.
-„Nie mamy syren dla puszystych! Nikt tego nie kupi, puszyste mają brzuchy!”
-„Proszę pani, niekoniecznie każda duża kobieta ma mocno odstający brzuch”
-„Nie, nie podejmiemy się czegoś takiego!” Koniec rozmowy.
Doznałam szoku.
Kobieta, która pracuje w salonie, rozmawiając z potencjalną klientką, której nie widzi, a stwierdza co jej pasuje, a co nie. Żadna stylistka nie oceni w ten sposób nikogo. By móc stwierdzić jaki krój do mnie pasuje, musi mnie zobaczyć! Nie usłyszeć prze telefon 🙂
Po tej rozmowie mam już w głowie jak wygląda doradztwo w kwestii sukien. Jak widać, nie wszędzie możemy liczyć na profesjonalny dobór sukni pod nasza sylwetkę. Zwłaszcza, że plus size to dziwny termin, który jest tu nieznany.
Salon nr 6
Przeszukując czeluści internetu znalazłam ciekawą pozycję na rynku z sukniami plus size. Poznań… Trochę daleko, ale sytuacja robi się gorąca, a dla pięknej sukni to i 500 km przejadę. Dzwonię więc.
To była zaskakująca rozmowa. Podczas tych poszukiwań niespotkałam się z tak profesjonalnym podejściem. Pani była kompetentna, wysłuchała mnie, rozwiała wątpliwości. Aż chciałam wsiąść w auto i jechać do salonu. Byłam zauroczona. Przeglądając stronę marki trafiłam na informację, że ich suknie można znaleźć również w Warszawie, dlatego skontaktowałam się z kolejnym salonem.
Salon nr 7, specjalność suknie plus size
Tu zadzwoniłam skuszona sukniami wcześniej wspomnianej marki. Ucieszyłam się, że pod nosem, obok mojej siłowni jest salon z sukniami plus size. Uznałam, że to znak 😉
Humor miałam poprawiony po rozmowie z poznańskim sklepem firmowym pytam więc o wizytę
„U nas przymiarki są płatne, ponieważ od razu są to konsultacje ze stylistką- 300zł”
Chcę wytłumaczyć pani, że nie jestem zainteresowana konsultacją stylistki, na przymiarki przychodzić będę z przyjaciółką- absolutnym guru stylizacji, również z doświadczeniem w tematyce ślubnej. Nie znam lepszej, a przerobiłam w swojej pracy kilkadziesiąt stylistów.  Jeśli nie zaufam swojemu warsztatowi i tak będę mieć ze sobą wspaniałą stylistkę. Pani nie dała mi dojść nawet do słowa i przeszła dalej.
„Klientki kradną projekty i szyją potem u krawcowych”. Już w tym momencie przestałam słuchać.
Dałam oczywiście pani skończyć, kwota odliczana jest od sukni itp. Takie zdanie na samym początku rozmowy z potencjalna klientką… Wystarczyło powiedzieć, że nie ma możliwości oglądania sukien bez wykupienia usług ich stylistki.
W międzyczasie zapytałam czy mają jakieś suknie w kroju syreny, podobno jest 🙂
Niestety jakby salon potem się nie tłumaczył, mi po rozmowie pozostało jedno.
Klientki kradną, więc Ty zapłacisz, na wypadek gdybyś i ty była złodziejką.
Od razu mam krok w tył. W salonach by uniknąć takich sytuacji jest zakaz robienia zdjęć. Jak mają skopiować w inny sposób? Klientki mają pamięć fotograficzną i odtwarzają tworząc perfekcyjne szkice? Czy może przyszłe Panny Młode włamują się na zaplecze i kradną szablony?
„Kwota jest odliczana od sukienki”
Której ceny i tak nie poznamy, bo na wejściu zostanie skasowany bilet. Z  resztą nikt inny jej nie kupi bez opłacenia wejściowego 😉 A jeśli nie spodoba mi się usługa, suknie mnie nie urzekną, atmosfera zniechęci?
W salonach personel musi posiadać wiedzę, wyczucie stylu i odpowiednie podejście do trudnego klienta jakim jest przyszła Panna Młoda. Pensje są wliczone w marżę sukni.
Są salony pobierające opłaty, ale zazwyczaj są to salony z luksusowymi sukniami, na które zwykły klient sobie nie pozwoli. Na inne przypadki spuszczam zasłonę milczenia.
Nie lubię być zmuszana do płacenia za coś, czego nie chcę. Nie kupię niczego pod presją.
Przy tak ubogim rynku sukien plus size uważam pobieranie dodatkowych opłat za pomyłkę.
Rozumiem, że klientki bywają trudne, mogą się rozmyślić, ba! nawet zrezygnować z usług salonu na rzecz krawcowej. Bywa i tak, ale pobieranie pieniędzy z góry na wypadek rozmyślenia się…
Sprawa dyskusyjna.
Pamiętajcie, że mimo starania się być obiektywną, piszę ze swojej perspektywy. Jestem klientem, opisuję jak wyglądały rozmowy z salonami.
Nie sugeruję Wam byście rezygnowały z usług danej firmy, tylko uważały i były gotowe na to co z czym ja się spotkałam.
To jest pierwszy post z serii, w kolejnych znajdziecie porady dotyczące bielizny, dodatków itp. Też wspomnę więcej o salonach i sukniach z drugiej ręki. Będzie również o makijażu i paznokciach na ten wyjątkowy dzień- to znajdziecie na blogu Agnieszki-klik.
Nie wiem czy wiecie, ale złapałam wianek na śubie Agaty z bloga Gruba i szczęśliwa. Agata napisała post o sukniach plus size i salonach. Zobaczcie co się dzieje w Krakowie 😉

 

Suknia Bonny Bridal ( rozmiar 54, podpięta do zdjęć, więcej informacji udzielam mailowo)
Bukiet z kwiatków od starszej Pani spotkanej na ulicy
Opaska- sama zrobiłam
Buty Dorothy Perkins