Czy człowiek z nadwagą lub otyły może cieszyć się życiem? Czy oszukuje siebie i tylko udaje szczęśliwego?
Obalę tytuł posta.

Szczęście czy nieszczęście…

Każdy z nas jest inny, żyje swoim rytmem, cieszą nas różne rzeczy, nie mamy dokładnie tych samych problemów.
Oczywiście w momencie kiedy choroba nie pozwala nam normalnie funkcjonować jest to powód do wielkiego zmartwienia. Ale nie nienawidź siebie, nie płacz tylko szukaj rozwiązań. Świat jest za piękny na smutki.
Ludzie cierpią z różnych powodów.
Mogę zrozumieć nieszczęście osoby, która nie może chodzić, dobiec do autobusu czy podnieść własnego dziecka. Nie mogę jednak pojąć „cierpienia” osoby z nadwagą 10-15 kg, mimo, że…Kiedyś rzeczywiście mogłam powiedzieć, że moja nadwaga mnie unieszczęśliwia.
Miałam wtedy 16 lat i wszystkie problemy, które sobie wymyślałam kręciły się wokół mojego OBRZYDLIWEGO ROZMIARU 42/44. ( który teraz uważam za idealny )

Uśmiechałam się i wygłupiałam, a potem myślałam o sobie „gruba świnia i to bez chłopaka!”.
Dramaty. Serio?
Nie poszłam na studniówkę z trzech powodów.
Brak pieniędzy na bal (wtedy też był droższy niż wesele, pozdrawiam bezmyślne szkoły godzące się na taką politykę), nie miałam partnera i sukienki.
Ale do dziś w mojej głowie przeważa myśl „byłam taka gruba, że nie mogłam znaleźć sukienki”.
Trochę prawda, ale wtedy myślałam, że można ubrać się tylko w H&M i w KDT u Wietnamczyków.
Nie dziwię się, że nie miałam sukienki.
Och, durna ta nastoletnia Ewa i wyimaginowane problemy.

Gdyby ktoś jeszcze miał jakieś wątpliwości czy szczęście w grubym rozmiarze jest możliwe zapraszam do całkiem mądrej Agaty i jej bloga Gruba i szczęśliwa

Powodzenia i niepowodzenia…

W fałdkach nie szukajmy winnego… Wszystko zależy od nas.
Niektórych niepowodzenia mobilizują, a innych te same porażki rozkładają na łopatki.
Oczywiście subiektywnie opowiadając o sobie mogłabym Wam powiedzieć, że jestem lepsza, bo cieszą mnie małe rzeczy, wszelkie upadki mobilizują i nigdy się nie poddaję.
Ale to gówno prawda.
Cieszą mnie różne małe rzeczy, ale pewnie nie dostrzegam wielu innych i ciągle mi mało.
Nigdy się nie poddaję?
Zawaliłam wiele projektów, a mogłam je dokończyć.
Odpuściłam jednak i zabrałam się za kolejne.
Dlaczego? Czy to niechęć do pokonywania większych przeszkód czy pieprzone lenistwo?
Były też niepowodzenia, które powinny mi dać do zrozumienia- odpuść.
A ja uparta jak osioł ciągnęłam wbrew sercu, logice i prawom ekonomii. Bo Ewa się nie poddaje, a tak naprawdę to jej wstyd udowodnić innym, że mieli jednak rację.

Jedno jest pewne. Może być grubiej i szczuplej, ale nie wrócę do nienawidzenia siebie.
Nie będę siebie oszukiwać.
Pracuję nad swoją wagą, bo chcę.
Nie dlatego, że ktoś twierdzi, że jestem za gruba.
Będę dążyć by być bliżej rozmiaru 42, ale nie po swoim trupie.

Na dodatek w międzyczasie będę siebie lubić. A nawet kochać, bo jestem tego warta.

 

 

Foto Karolina Kreczmańska